Często tym kimś jestem ja sama. Kropkami są ludzie, miejsca, do których trafiłam, trafiam lub chciałabym trafić, wszelkie okoliczności. Każda ma swoje znaczenie, w rezultacie powstaje coś na kształt mapy punktów odniesienia. Przy założeniu, że świat to system kropek o dość płynnej strukturze, świadomość ich nieograniczonej ilości może wewnętrznie zabijać lub wskrzeszać, w zależności od aktualnego nastroju.
W listopadzie przeżywam pierwsze urodziny jednej z moich osobistych kropek - dokładnie rok temu, w lubrzańskim studiu Recpublica, nagraliśmy „Spadochron”. I zrobiliśmy to w dwa dni, choć decyzja o tak krótkiej sesji miała w sobie rys szaleństwa! Nie chcieliśmy upiększania, sterylności ani rejestrowania w nieskończoność, miotając się w niezliczonych ilościach lepszych i gorszych wersji nagrań. Chodziło nam o to, aby zapisać dany moment takim, jakim rzeczywiście był - łącznie z wszelkimi niedoskonałościami – by zachować ducha muzyki, towarzyszącego nam w trakcie prób. Dlatego gdy dziś dowiadujemy się, że w trakcie koncertów jesteśmy blisko płyty – to pewnie dlatego, że nagrywając „Spadochron” niejako daliśmy w studiu koncert.
Dzielę się fotoreportażem autorstwa Honoraty Karapudy i zapraszam na stronę http://honoratakarapuda.com/
